Na Jabłonkę

Gościu,

Usiądź pod mą koroną, przytul do pnia

I odpocznij sobie.

Witamin tu mnogość,

Przyrzekam ja tobie.

Wprost z hesperyjskiego sadu dostarczone,

Kroplami deszczu podlane,

Słonecznymi promieniami wysycone.

Skosztuj mych darów,

Tu zawżdy smaki urozmaicone.

Owoce me możesz zjeść na surowo,

Gotowane i też pieczone.

Obiecuję,

Będziesz mieć zmysły dopieszczone.

Kwaśne, słodkie, słodko-kwaśne,

Zadowolą podniebienia najbardziej grymaśne

Żółte, bordowe, zielone, czerwone,

Natury pędzlem wybarwione.

Kremowe, soczyste, chrupiące, kruche,

Nie zostawię cię gościu

Z pustym brzuchem.

Z okazji Światowego Dnia Jabłka

~Magdalena 😊💕🍏🍎

Brama Czasów – 22000 Šibenik

Szybenik – miasto w Chorwacji, którego tak naprawdę nie miałam zamiaru odwiedzić. Los jednak zadecydował inaczej. Plan był taki, żeby dotrzeć i osiąść w miejscu, w którym spędzałam wakacje dwa lata temu, w okolicach przepięknego miasta Split, o którym niebawem również pojawi się wpis. Ze względu na różne perypetie życiowe nie mogłam zaplanować dokładnego terminu wyjazdu co skutkowało tym, że nie mogłam dokonać wcześniejszej rezerwacji miejsca docelowego. Tegoroczny wyjazd wakacyjny spokojnie więc nazwać mogę Wielką Włóczęgą. W ciągu trzech tygodni nocowaliśmy z rodzinką w sześciu różnych miejscach. Najdłuższy pobyt to właśnie Szybenik. Jest to kolejne z chorwackich miejsc w którym się zakochałam. A dokładniej, w szybenickim Starym Mieście.

Szybenik to miasto na wybrzeżu Dalmacji Północnej, które wyróżnia się wyjątkowym bogactwem zabytków. Według oficjalnej historii Stare Miasto wzniesione zostało przez Słowian w XI wieku, na wzgórzu wznoszącym się nad ujściem rzeki Krka. Nazwa Szybenik pojawia się po raz pierwszy w 1066 roku w statucie króla chorwackiego Petara Kresimira IV. Szybenik jest najstarszym rodowym miastem Chorwatów na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, jednak prace archeologiczne w Zamku św. Anny dowodzą, że miasto było zamieszkałe na długo przed przybyciem Chorwatów, ślady wskazują nawet na trzeci wiek p.n.e. Miasto to nigdy nie zostało zdobyte przez Imperium Osmańskie.

Do odwiedzenia Starego Miasta zainspirowała nas Donka, dziewczyna pracująca w przyplażowym barze. To ona opowiedziała nam ciekawostkę, że Szybenik to miasto w Chorwacji, w którym jest najwięcej stopni schodowych. I rzeczywiście. Już po pierwszej wycieczce, na drugi dzień miałam zakwasy w udach i pośladkach mimo, że na codzień jestem rozćwiczona 🙂 Dobrze, że tym razem nie wpadłam na pomysł by założyć buciki na obcasie co kiedyś, dawno temu uskuteczniłam, wybierając się na moją pierwszą wycieczkę do Splitu. Na chorwackie stare miasta polecam ubrać albo obuwie sportowe albo płaskie, najlepiej podgumowane sandałki.

Wchodząc na Stare Miasto poczułam, że przekraczam magiczne Wrota Czasu. Miasto zbudowane z kamienia. Strome, wąskie, kręte uliczki. Pełno w nim zaułków i zakamarków. Gdybym zmęczona usiadła i zasnęła na którymś ze schodków, po obudzeniu, bez problemu mogłabym pomyśleć, że to XVIII albo XIX wiek. Dotykając murów i kamieni można pobudzić pamięć komórkową i zacząć czytać historię tego miejsca własnym wnętrzem.

Szybenik to dla mnie konstrukcja światłocienia. Cień rzucany przez kamienne budynki powoduje, że spacer wąskimi uliczkami, pomimo upału, jest znośny i przyjemny. Czy dawne cywilizacje były budowniczymi Cienia? Cienia ochronnego? Chyba tak 🙂

Nasze szybenickie wycieczki, trzy 🙂 odbyły się późnymi wieczorami, gdy upał był już w miarę znośny, jednak spacer po tych ciemnych zaułkach i krętych uliczkach sprawia, że wyobraźnia sama podsuwa obrazki, tworzy scenariusze, wywołuje na wierzch podświadome lęki. Wcale nie dziwi więc fakt, że Szybenik to pierwsze miasto na świecie w którym 28.08.1895 roku uruchomiono oświetlenie elektryczne. Zasilanie pochodziło z elektrowni wodnej zbudowanej przy wsparciu Nikoli Tesli na rzece Krka. Była to druga na świecie elektrownia – pierwszą, dwa dni wcześniej, Edison uruchomił na rzece Niagara. Sama, pomimo oświetlenia, miałam ciarki na skórze, przechadzając się niektórymi uliczkami.

Byłam już w wielu starych miastach i wszędzie tam mieszkają koty. W Szybeniku na każdej ulicy mieszka jakiś kot. Odwiedzając to miasto trzy razy zauważyłam, że one mają tam własne rewiry. Nie błąkają się tak po prostu. Każdego ze spotkanych kocurów spotykałam ponownie w dokładnie tych samych miejscach. Koty to opiekuńcze duchy starych miast. Dzięki nim mieszkający tam ludzie nie mają problemu z gryzoniami zagrażającymi zgromadzonym zapasom, czy roznoszącymi wszelką zarazę. Koty szybenickie są bardzo miłe, otwarte, pozwalają na czułości, chętnie dosiadają się do spożywających pokarmy ludzi i przyjmują ich wyrazy uwielbienia.

Nad miastem góruje Twierdza św. Michała, niegdyś Zamek św. Anny, na której odbywają się różne festiwale muzyczne i świetlne spektakle. W ogóle Szybenik jest niezwykle rozśpiewanym miastem. W co drugiej, trzeciej knajpce, barze czy restauracji, ktoś śpiewa. A to zespół umilający czas biesiadującym turystom, a to męski chór brawurowo wykonujący covery światowych przebojów, a to karaoke… Gwarno, wesoło, tanecznie i śpiewnie – tak określiłabym nastrój miasteczka.

Dodatkową atrakcją miasta jest odbywający się na przełomie czerwca i lipca Międzynarodowy Festiwal Dzieci. Jedyny taki na świecie. Podczas festiwalu prezentowane są wszystkie formy aktywności twórczej dzieci. Występy dziecięcych zespołów, warsztaty twórcze, część edukacyjna. Miasto skąpane jest kolorami, balonami, jest głośno i wesoło a na niebie tańczą fajerwerki.

Szybenik to miasto, które mnie zauroczyło. Już wiem, że i tam będę wracać przy każdej możliwej okazji. Może uda się odwiedzić je choć raz za dnia i zwiedzić wszystkie twierdze, a także wejść głębiej w Cmentarz sv. Any, bo po nocy to jednak tak trochę straszno 😉

By oddać klimat miejsca wrzucam, trochę więcej niż trochę, fotek. Mam ich więcej i trudno było mi dokonać selekcji. Miasto jest tak urocze, że pokuszę się o stwierdzenie, że jest ich tylko tyle . Miłego 🙂

Boski Gobelin

Z okazji Nowego Roku życzę Wszystkim by ten rok przyniósł dużo zdrowia i wiele radości, by obficie darzył szczęściem, miłością, przywrócił spokój serc i wewnętrzny uśmiech 🌟

Adam Mickiewicz

SNUĆ MIŁOŚĆ

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

Lać ją z serca, jak żródło wodę z wnętrza leje,

Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje

Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje

Źródło pod ziemią, – w górę wiać nią, jak wiatr wieje,

Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,

Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,

A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,

A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,

Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,

A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

💕

Magdalena

Szept, szepcik, szeptunio…

Spacerując lasem, borem

Rozmawiając z muchomorem

Psie wątki podglądając

W szklaną kulę zaglądając…

Przytulając moją duszę

Radowaniem mury kruszę.

Zielona fala me serce rozpala

I już wiem,

Że

Na jagodowym szlaku

Łyse kapelusze

Leczą Duszę.

by Magdalena 😁💕

Jurajskie Światy

Na Jurze czas płynie inaczej. I tak jest w wielu miejscach. Kilka dni temu wróciłam z cudownej krainy – Roztocza i tam też tak jest. O Roztoczu jednak innym razem 🙂

Niedziela – Sun Day – dzień słoneczny. Rzadko kiedy w niedzielę nie świeci słońce, zauważam to zjawisko od wielu lat. I tak też było wczoraj. Słoneczko tak kusiło tymi swoimi promykami by wyjść z domu i nakarmić się powietrzem, że nie było sensu stawiać oporu.

Jura zachwyca, oczarowuje, inspiruje, promieniuje spokojem – tak było i tym razem.

Fotki z wczorajszego spaceru:

by Magdalena 😊

Carpe Diem

Kocham moją Jurę Krakowsko-Częstochowską. Moją, bo dla mnie ona jest moja. Odkąd sięgam pamięcią przyjmowała mnie z szeroko otwartymi ramionami. To jeden z moich ziemskich mateczników. Jest dla mnie jak wielka komórka macierzysta, gdy ją odwiedzam szybciutko regeneruje i harmonizuje moje komórki.

Zamiast indukować się hałasem czy strachem za pomocą np. telewizji, wybieram indukowanie zmysłów bodźcami, które organizm odczytuje jako bezpieczne. Las to antidotum na stres. Wchodząc do lasu nastawiam się na odbiór otoczenia wszystkimi zmysłami. Wdycham zapachy, inhaluję się naturalnie olejkami eterycznymi (las iglasty jest ku temu wspaniały), wsłuchuję się w dźwięki naturalnej „ciszy”, dotykam rośliny, kamienie. Rośliny wydzielają substancje lotne, fitoncydy a wokół siebie gromadzą jony ujemne. Zieleń lasu koi wzrok, las dotlenia, poprawia pracę układu krążenia a leśne spacery stymulują produkcję komórek odpornościowych NK (Natural Killer), które niszczą potencjalne komórki nowotworowe.

Życie pędzi przed siebie. Warto więc czasem zatrzymać się na chwilę, wziąć głęboki oddech, wyciszyć myśli i rozejrzeć uważnie dookoła. Wykroczyć poza horyzont schematycznej codzienności. Wir codziennych obowiązków czy presja zobowiązań mogą przyczynić się do tego, że człowiek znieczula się na odczuwanie siebie samego. Aby czuć się dobrze trzeba o siebie dbać. Życie jest Darem i tylko od oczu patrzącego zależy czy patrzy na życie przez pryzmat przeciwności, czy przez pryzmat możliwości.

Zauważanie ptaków, roślinek, zwierzątek, różnych żyjątek, dźwięków czy zapachów powoduje większą uważność na Siebie również w życiu codziennym. Piękna nie trzeba szukać, ono po prostu jest. Pod nogami, przed oczami, na wyciągnięcie ręki. Wystarczy po nie sięgnąć.

A tu kilka fotek z mojego ostatniego jurajskiego wypadu, okolice Złotego Potoku, niedaleko ruin zamku Ostrężnik:

by Magdalena 🙂