Brama Czasów – 22000 Šibenik

Szybenik – miasto w Chorwacji, którego tak naprawdę nie miałam zamiaru odwiedzić. Los jednak zadecydował inaczej. Plan był taki, żeby dotrzeć i osiąść w miejscu, w którym spędzałam wakacje dwa lata temu, w okolicach przepięknego miasta Split, o którym niebawem również pojawi się wpis. Ze względu na różne perypetie życiowe nie mogłam zaplanować dokładnego terminu wyjazdu co skutkowało tym, że nie mogłam dokonać wcześniejszej rezerwacji miejsca docelowego. Tegoroczny wyjazd wakacyjny spokojnie więc nazwać mogę Wielką Włóczęgą. W ciągu trzech tygodni nocowaliśmy z rodzinką w sześciu różnych miejscach. Najdłuższy pobyt to właśnie Szybenik. Jest to kolejne z chorwackich miejsc w którym się zakochałam. A dokładniej, w szybenickim Starym Mieście.

Szybenik to miasto na wybrzeżu Dalmacji Północnej, które wyróżnia się wyjątkowym bogactwem zabytków. Według oficjalnej historii Stare Miasto wzniesione zostało przez Słowian w XI wieku, na wzgórzu wznoszącym się nad ujściem rzeki Krka. Nazwa Szybenik pojawia się po raz pierwszy w 1066 roku w statucie króla chorwackiego Petara Kresimira IV. Szybenik jest najstarszym rodowym miastem Chorwatów na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, jednak prace archeologiczne w Zamku św. Anny dowodzą, że miasto było zamieszkałe na długo przed przybyciem Chorwatów, ślady wskazują nawet na trzeci wiek p.n.e. Miasto to nigdy nie zostało zdobyte przez Imperium Osmańskie.

Do odwiedzenia Starego Miasta zainspirowała nas Donka, dziewczyna pracująca w przyplażowym barze. To ona opowiedziała nam ciekawostkę, że Szybenik to miasto w Chorwacji, w którym jest najwięcej stopni schodowych. I rzeczywiście. Już po pierwszej wycieczce, na drugi dzień miałam zakwasy w udach i pośladkach mimo, że na codzień jestem rozćwiczona 🙂 Dobrze, że tym razem nie wpadłam na pomysł by założyć buciki na obcasie co kiedyś, dawno temu uskuteczniłam, wybierając się na moją pierwszą wycieczkę do Splitu. Na chorwackie stare miasta polecam ubrać albo obuwie sportowe albo płaskie, najlepiej podgumowane sandałki.

Wchodząc na Stare Miasto poczułam, że przekraczam magiczne Wrota Czasu. Miasto zbudowane z kamienia. Strome, wąskie, kręte uliczki. Pełno w nim zaułków i zakamarków. Gdybym zmęczona usiadła i zasnęła na którymś ze schodków, po obudzeniu, bez problemu mogłabym pomyśleć, że to XVIII albo XIX wiek. Dotykając murów i kamieni można pobudzić pamięć komórkową i zacząć czytać historię tego miejsca własnym wnętrzem.

Szybenik to dla mnie konstrukcja światłocienia. Cień rzucany przez kamienne budynki powoduje, że spacer wąskimi uliczkami, pomimo upału, jest znośny i przyjemny. Czy dawne cywilizacje były budowniczymi Cienia? Cienia ochronnego? Chyba tak 🙂

Nasze szybenickie wycieczki, trzy 🙂 odbyły się późnymi wieczorami, gdy upał był już w miarę znośny, jednak spacer po tych ciemnych zaułkach i krętych uliczkach sprawia, że wyobraźnia sama podsuwa obrazki, tworzy scenariusze, wywołuje na wierzch podświadome lęki. Wcale nie dziwi więc fakt, że Szybenik to pierwsze miasto na świecie w którym 28.08.1895 roku uruchomiono oświetlenie elektryczne. Zasilanie pochodziło z elektrowni wodnej zbudowanej przy wsparciu Nikoli Tesli na rzece Krka. Była to druga na świecie elektrownia – pierwszą, dwa dni wcześniej, Edison uruchomił na rzece Niagara. Sama, pomimo oświetlenia, miałam ciarki na skórze, przechadzając się niektórymi uliczkami.

Byłam już w wielu starych miastach i wszędzie tam mieszkają koty. W Szybeniku na każdej ulicy mieszka jakiś kot. Odwiedzając to miasto trzy razy zauważyłam, że one mają tam własne rewiry. Nie błąkają się tak po prostu. Każdego ze spotkanych kocurów spotykałam ponownie w dokładnie tych samych miejscach. Koty to opiekuńcze duchy starych miast. Dzięki nim mieszkający tam ludzie nie mają problemu z gryzoniami zagrażającymi zgromadzonym zapasom, czy roznoszącymi wszelką zarazę. Koty szybenickie są bardzo miłe, otwarte, pozwalają na czułości, chętnie dosiadają się do spożywających pokarmy ludzi i przyjmują ich wyrazy uwielbienia.

Nad miastem góruje Twierdza św. Michała, niegdyś Zamek św. Anny, na której odbywają się różne festiwale muzyczne i świetlne spektakle. W ogóle Szybenik jest niezwykle rozśpiewanym miastem. W co drugiej, trzeciej knajpce, barze czy restauracji, ktoś śpiewa. A to zespół umilający czas biesiadującym turystom, a to męski chór brawurowo wykonujący covery światowych przebojów, a to karaoke… Gwarno, wesoło, tanecznie i śpiewnie – tak określiłabym nastrój miasteczka.

Dodatkową atrakcją miasta jest odbywający się na przełomie czerwca i lipca Międzynarodowy Festiwal Dzieci. Jedyny taki na świecie. Podczas festiwalu prezentowane są wszystkie formy aktywności twórczej dzieci. Występy dziecięcych zespołów, warsztaty twórcze, część edukacyjna. Miasto skąpane jest kolorami, balonami, jest głośno i wesoło a na niebie tańczą fajerwerki.

Szybenik to miasto, które mnie zauroczyło. Już wiem, że i tam będę wracać przy każdej możliwej okazji. Może uda się odwiedzić je choć raz za dnia i zwiedzić wszystkie twierdze, a także wejść głębiej w Cmentarz sv. Any, bo po nocy to jednak tak trochę straszno 😉

By oddać klimat miejsca wrzucam, trochę więcej niż trochę, fotek. Mam ich więcej i trudno było mi dokonać selekcji. Miasto jest tak urocze, że pokuszę się o stwierdzenie, że jest ich tylko tyle . Miłego 🙂

Panta Rhei – w odcieniu Baala

Nie znałam wartości swego serca

Nim na południe dotarłam.

Południe pokochałam.

Pamięć wróciła i

Zrozumiałam.

Północną Matkę,

W chwale świadomie,

Umiłowałam.

To Stamtąd tęsknota duszy zawodziła

By mi Ona twarz obmyła,

Lico rozpogodziła,

Wiatrem na wskroś przeszyła, wzrok nawilżyła.

Wena

Dręczą dłonie.

Pieką, palą…

Czy je zamknąć? Czy…

Otworzyć?

One chcą własnym życiem żyć w ich chwili…

Czy je puścić, uwolnić?

Pozwolić im swą życia wersję tworzyć?

*

Napięcie chce pójść w przód,

Choć chwilę błysnąć i zaświecić,

Chce Prawdzie nadać własny kolor,

Zwarcie zrobić, pożar wzniecić.

*

Czasem tak dużo ciśnie się na usta…

Słów pełna droga pusta….

*

Czy może Sercu dać zgodę,

I Światło ćmić po woli ?

Rytmicznie blask rozniecać,

Światłu nierozproszonemu pozwolić się wzniecać,

Płomieniem wprost z nasienia roztlonym,

Wewnętrznym pulsem uniesionym.

*

Życiem żyć, a nie przed życiem uciekać,

Kierować swoim losem.

Zegarki mówią…

Ludzkim głosem.

💕

Magdalena

Falowanie

Głowa nasiąka brakiem humoru,

Ściana smogowa, bez folkloru

Gamą niekoloru

Diament brudzi,

Serca,

Chłodem studzi.

*

A gdyby tak, choć raz,

Na wspak.

Wejść na biegun bańki cienistej,

Zluzować ciernie korony ciernistej…

Usiąść pod Lipą,

Popatrzeć na Lipę,

I poczuć tę Lipę…

Tchnieniem głęboko…

Ku Poznaniu,

W głębię wyruszyć.

*

A potem beton skruszyć.

Żagle rozwinąć, ster w dłonie ująć,

Z toni na wierzch wypłynąć,

I otwartym szeroko horyzontem

W Życie ruszyć.

Magdalena 💕🐣

Boski Gobelin

Z okazji Nowego Roku życzę Wszystkim by ten rok przyniósł dużo zdrowia i wiele radości, by obficie darzył szczęściem, miłością, przywrócił spokój serc i wewnętrzny uśmiech 🌟

Adam Mickiewicz

SNUĆ MIŁOŚĆ

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

Lać ją z serca, jak żródło wodę z wnętrza leje,

Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje

Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje

Źródło pod ziemią, – w górę wiać nią, jak wiatr wieje,

Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,

Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,

A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,

A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,

Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,

A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

💕

Magdalena

Wśród

Jedna Prawda

Zawarta pomiędzy prawdami,

Pomiędzy kolorami, barwami,

Odcieniami…

Pomiędzy dźwiękami, brzmieniami,

Tonami…

Czy oktawa czy kwinta?

To wciąż achillesowa pięta.

Wio! Linio!

Zewsząd wołają,

Prawdy pomiędzy nie zważają,

Że i zera

Swe plusy i minusy zmieniają.

by Magdalena 😊☀️

Dąb – Rzecz w Polsce, pospolita.

Oko Jagiełły

Dziś dzień świąteczny, Narodowe Święto Niepodległości. Moje myśli nieustannie kierują się w stronę lasu. Nie zważam więc na Czas i lecę w las 🙂 W tym roku miałam szczęście i spotkałam na swej drodze kilku takich polskich władców borów.

Przez oko Dębu Jagiełły patrzę na te dwa Nagie Dęby 🙂 i przypominam sobie jak pieruńsko kojąco wpływa na mnie pobyt w dębowym gaju, od razu ładują się wewnętrzne akumulatory.

W dąbrowie spędzić dzień dobry, spotkać dobrych braci od ochrony, obrony.

Gdy człowiek jest roz(s)trojony, gdy myśli, ciało i oddech są niezjednoczone, energia napędowa rozdziela się na trzy, co powoduje, że żadna z tych trzech części nie dostaje pełnej mocy. Gaj daje ochronny cień. Przytula, otula, pozwala odetchnąć, ochłonąć. W jego cieniu można uporządkować szaleństwo, schłodzić głowę. Następuje połączenie oddechu, ruchu ciała, myśli. Człowiek jednoczy się w sobie i taka skoncentrowana energia zasila, dodając napędu. Osoba zharmonizowana dostaje pełną moc.

W cieniu widać wyraźniej, nie razi, wszystko jest stonowane, w swej wyrazistości – uwypuklone. W cieniu każdy dźwięk jest wyraźniejszy.

Co tworzy muzykę, dżwięk czy pauza?

Miara sztuki czy sztuka miary?

Co ważniejsze, podróż czy przystanek?

Na przystanku można przyjrzeć się podróży. Po prostu przez chwilę trwać, nie gnać. Trwanie w czasie to czas życia.

Czy umyka?

Czy go gonię?

Czy się z nim ścigam?

Czy go wyprzedzam?

Czy tęsknię za odliczonym?

Bądź – mówi Dąb. Weź w dyby swój byt.

„Człowiek jest tylko sumą oddechów” cytując Sidney’a Polaka. Jaki jest mój oddech? Płytki, powierzchowny, zachłanny? Czy głęboki i sycący?

Spokój bijący od dębów wpływa na ciepło myśli. Przebywając w dębowych gajach, doświadczyć można spektakularnych widoków, prawdziwych świetlnych spektakli.

Dąb to święte drzewo burzy i grzmotu, siły, długowieczności i nieśmiertelności. Na obszarze słowiańskim związany z bogiem piorunów – Perkunem. Rzym dawny, największe zasługi obywatelskie wieńczył liściem dębowym. Staroitalskim opiekunem czasu był Janus, traktowany na równi z Jowiszem. Z szumu dębowych liści, w Dodonie – najstarszej wyroczni greckiej, kapłani odczytywali wolę Zeusa. Złote Runo wisiało na dębie. Okręt Argonautów – Argo, posiadał belkę wyciętą z dębów dodońskich, dzięki czemu okręt mógł mówić i posiadał dar wieszczenia.

Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej” pisze: „Słowianie czcili starożytne dęby od wieków. W jednej starej kolędzie podkarpackiej mowa jest o stworzeniu świata, kiedy nie było nieba ni ziemi, tylko morze sine, a pośród morza stały dwa dęby.”

W wierzeniach ludowych żołędzie odpędzały pioruny dlatego kładło się je na parapetach. Noszone przy sobie, jako np. bransoletka, ochraniały przed piorunem i zapewniały dobrobyt.

Żołędzie to owoce dębu. Zawierają ok. 50% skrobi, 6% białka i 30% tłuszczów. Są bogate w potas, magnez, witaminę PP i kwasy fenolowe. Przed spożyciem należy poddać je odgoryczeniu. Można je jeść ugotowane, przygotować z nich mąkę , kawę. Kawa żołędziowa jest tak pożywna, że zalecano ją rekonwalescentom i anemikom.

Liście dębu są znakomitym dodatkiem przy kiszeniu ogórków oraz pieczeniu chleba.

Odwary z kory dębu mają działanie ściągające, przeciwzapalne i antywirusowe.

Dobrym ćwiczeniem na zwiększenie pojemności płuc jest zabawa językowa, którą pamiętam z dzieciństwa. Należy wziąć wdech i na jednym wydechu, jak najszybciej i w kółko powtarzać: ząb zupa zębowa, dąb zupa dębowa. Powodzenia 🙂

by Magdalena 🙂