Dąb – Rzecz w Polsce, pospolita.

Oko Jagiełły

Dziś dzień świąteczny, Narodowe Święto Niepodległości. Moje myśli nieustannie kierują się w stronę lasu. Nie zważam więc na Czas i lecę w las 🙂 W tym roku miałam szczęście i spotkałam na swej drodze kilku takich polskich władców borów.

Przez oko Dębu Jagiełły patrzę na te dwa Nagie Dęby 🙂 i przypominam sobie jak pieruńsko kojąco wpływa na mnie pobyt w dębowym gaju, od razu ładują się wewnętrzne akumulatory.

W dąbrowie spędzić dzień dobry, spotkać dobrych braci od ochrony, obrony.

Gdy człowiek jest roz(s)trojony, gdy myśli, ciało i oddech są niezjednoczone, energia napędowa rozdziela się na trzy, co powoduje, że żadna z tych trzech części nie dostaje pełnej mocy. Gaj daje ochronny cień. Przytula, otula, pozwala odetchnąć, ochłonąć. W jego cieniu można uporządkować szaleństwo, schłodzić głowę. Następuje połączenie oddechu, ruchu ciała, myśli. Człowiek jednoczy się w sobie i taka skoncentrowana energia zasila, dodając napędu. Osoba zharmonizowana dostaje pełną moc.

W cieniu widać wyraźniej, nie razi, wszystko jest stonowane, w swej wyrazistości – uwypuklone. W cieniu każdy dźwięk jest wyraźniejszy.

Co tworzy muzykę, dżwięk czy pauza?

Miara sztuki czy sztuka miary?

Co ważniejsze, podróż czy przystanek?

Na przystanku można przyjrzeć się podróży. Po prostu przez chwilę trwać, nie gnać. Trwanie w czasie to czas życia.

Czy umyka?

Czy go gonię?

Czy się z nim ścigam?

Czy go wyprzedzam?

Czy tęsknię za odliczonym?

Bądź – mówi Dąb. Weź w dyby swój byt.

„Człowiek jest tylko sumą oddechów” cytując Sidney’a Polaka. Jaki jest mój oddech? Płytki, powierzchowny, zachłanny? Czy głęboki i sycący?

Spokój bijący od dębów wpływa na ciepło myśli. Przebywając w dębowych gajach, doświadczyć można spektakularnych widoków, prawdziwych świetlnych spektakli.

Dąb to święte drzewo burzy i grzmotu, siły, długowieczności i nieśmiertelności. Na obszarze słowiańskim związany z bogiem piorunów – Perkunem. Rzym dawny, największe zasługi obywatelskie wieńczył liściem dębowym. Staroitalskim opiekunem czasu był Janus, traktowany na równi z Jowiszem. Z szumu dębowych liści, w Dodonie – najstarszej wyroczni greckiej, kapłani odczytywali wolę Zeusa. Złote Runo wisiało na dębie. Okręt Argonautów – Argo, posiadał belkę wyciętą z dębów dodońskich, dzięki czemu okręt mógł mówić i posiadał dar wieszczenia.

Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej” pisze: „Słowianie czcili starożytne dęby od wieków. W jednej starej kolędzie podkarpackiej mowa jest o stworzeniu świata, kiedy nie było nieba ni ziemi, tylko morze sine, a pośród morza stały dwa dęby.”

W wierzeniach ludowych żołędzie odpędzały pioruny dlatego kładło się je na parapetach. Noszone przy sobie, jako np. bransoletka, ochraniały przed piorunem i zapewniały dobrobyt.

Żołędzie to owoce dębu. Zawierają ok. 50% skrobi, 6% białka i 30% tłuszczów. Są bogate w potas, magnez, witaminę PP i kwasy fenolowe. Przed spożyciem należy poddać je odgoryczeniu. Można je jeść ugotowane, przygotować z nich mąkę , kawę. Kawa żołędziowa jest tak pożywna, że zalecano ją rekonwalescentom i anemikom.

Liście dębu są znakomitym dodatkiem przy kiszeniu ogórków oraz pieczeniu chleba.

Odwary z kory dębu mają działanie ściągające, przeciwzapalne i antywirusowe.

Dobrym ćwiczeniem na zwiększenie pojemności płuc jest zabawa językowa, którą pamiętam z dzieciństwa. Należy wziąć wdech i na jednym wydechu, jak najszybciej i w kółko powtarzać: ząb zupa zębowa, dąb zupa dębowa. Powodzenia 🙂

by Magdalena 🙂

Szept, szepcik, szeptunio…

Spacerując lasem, borem

Rozmawiając z muchomorem

Psie wątki podglądając

W szklaną kulę zaglądając…

Przytulając moją duszę

Radowaniem mury kruszę.

Zielona fala me serce rozpala

I już wiem,

Że

Na jagodowym szlaku

Łyse kapelusze

Leczą Duszę.

by Magdalena 😁💕

Jurajskie Światy

Na Jurze czas płynie inaczej. I tak jest w wielu miejscach. Kilka dni temu wróciłam z cudownej krainy – Roztocza i tam też tak jest. O Roztoczu jednak innym razem 🙂

Niedziela – Sun Day – dzień słoneczny. Rzadko kiedy w niedzielę nie świeci słońce, zauważam to zjawisko od wielu lat. I tak też było wczoraj. Słoneczko tak kusiło tymi swoimi promykami by wyjść z domu i nakarmić się powietrzem, że nie było sensu stawiać oporu.

Jura zachwyca, oczarowuje, inspiruje, promieniuje spokojem – tak było i tym razem.

Fotki z wczorajszego spaceru:

by Magdalena 😊

Carpe Diem

Kocham moją Jurę Krakowsko-Częstochowską. Moją, bo dla mnie ona jest moja. Odkąd sięgam pamięcią przyjmowała mnie z szeroko otwartymi ramionami. To jeden z moich ziemskich mateczników. Jest dla mnie jak wielka komórka macierzysta, gdy ją odwiedzam szybciutko regeneruje i harmonizuje moje komórki.

Zamiast indukować się hałasem czy strachem za pomocą np. telewizji, wybieram indukowanie zmysłów bodźcami, które organizm odczytuje jako bezpieczne. Las to antidotum na stres. Wchodząc do lasu nastawiam się na odbiór otoczenia wszystkimi zmysłami. Wdycham zapachy, inhaluję się naturalnie olejkami eterycznymi (las iglasty jest ku temu wspaniały), wsłuchuję się w dźwięki naturalnej „ciszy”, dotykam rośliny, kamienie. Rośliny wydzielają substancje lotne, fitoncydy a wokół siebie gromadzą jony ujemne. Zieleń lasu koi wzrok, las dotlenia, poprawia pracę układu krążenia a leśne spacery stymulują produkcję komórek odpornościowych NK (Natural Killer), które niszczą potencjalne komórki nowotworowe.

Życie pędzi przed siebie. Warto więc czasem zatrzymać się na chwilę, wziąć głęboki oddech, wyciszyć myśli i rozejrzeć uważnie dookoła. Wykroczyć poza horyzont schematycznej codzienności. Wir codziennych obowiązków czy presja zobowiązań mogą przyczynić się do tego, że człowiek znieczula się na odczuwanie siebie samego. Aby czuć się dobrze trzeba o siebie dbać. Życie jest Darem i tylko od oczu patrzącego zależy czy patrzy na życie przez pryzmat przeciwności, czy przez pryzmat możliwości.

Zauważanie ptaków, roślinek, zwierzątek, różnych żyjątek, dźwięków czy zapachów powoduje większą uważność na Siebie również w życiu codziennym. Piękna nie trzeba szukać, ono po prostu jest. Pod nogami, przed oczami, na wyciągnięcie ręki. Wystarczy po nie sięgnąć.

A tu kilka fotek z mojego ostatniego jurajskiego wypadu, okolice Złotego Potoku, niedaleko ruin zamku Ostrężnik:

by Magdalena 🙂